Africa & M.E.

Uganda 2010/2011

Ostatnie dni… 08/07/2011

Filed under: Uncategorized — Magda i Ela @ 5:40 pm

Jestem ostatnie dni na tej pięknej ugandyjskiej zielonej ziemi. Serce w środku płacze ze będę musiała opuścić tych których zdążyłam tutaj pokochać w ciągu siedmiu miesięcy.
Dla mnie osobiście ten czas, który tutaj spędziłam w Afryce był jednym z najpiękniejszych miesięcy w moim życiu. Nigdy nie zapomnę te uśmiechnięte czarne twarze , czyste święcące gwiazdy nocą, mała lampa w kościele oraz grupka dzieci modlących się z całych sil. Wiele razy niebo było poruszone, kiedy modliliśmy się o nasze potrzeby. Nigdy nie zapomnę słodki smak Bożej obecności, która unosiła się w tym małym drewnianym kościele bez okien i drzwi w Kasinie. Nigdy nie zapomnę pięknego donośnego głosu dzieci kiedy śpiewają z całego gardła piosenki w języku rotoro. Nigdy nie zapomnę sposobu jak oni tańczą przed Bogiem.. Nigdy nie zapomnę pracowitych sobót, kiedy wszyscy albo piorą swoje brudne ubrania albo kopia w ogródku. Nigdy nie zapomnę naszych wypraw od domu do domu by głosić ewangelie.
Cenne chwile moja nadzieja w Bogu, że jeszcze raz wrócę tutaj do mego duchowego domu. Jeszcze raz będę się z nimi modlić i wielbić naszego Boga. Może wszystkie dzieci będą dorosłe, dojrzale, zmienione. Wiem ze te piękne i cenne chwile juz nie wrócą. Wielbie mojego Boga za te które mi dał, które mam w mojej pamięci i sercu.
Nadzieja moim codziennym pokarmem, ze Pan da mi jeszcze wieksze i piekniejsze momenty. Bo tylko on daje marzenia, spełnienie i radość w życiu. Tylko od niego możemy czerpać źródła szczęścia. Musze wam powiedzieć ze Bóg naprawdę zmienił moje spojrzenie na życie tutaj w Afryce. To, co liczyło sie dla mnie siedem miesięcy temu jakby strąciło na znaczeniu, a w to miejsce przyszło nowe… NOWA NADZIEJA NOWA SIŁA NOWA RADOŚĆ NOWA WIEDZA.
Z całego serca chciałam podziękować osobom, które wspierają nas finansowo.
Mój kochany kościół, w którym dojrzewałam duchowo ELIM W CIESZYNIE
MLODY GENTELMAN OSKAR
PANI JADZIA. Ostatnio mogliśmy zakupić dwa rowery dla dzieci, które są naprawdę wielka radością i pomocą dla nich. Dziękujemy
TAJEMNICZE MALZENSTWO KTORE NIE CHCE SIE UJAWNIC.
Niech PAN wynagrodzi wasz udział w mojej misji. Bez was na pewno nie byłabym w miejscu, w którym jestem. Wierze ze Pan pobłogosławi wasze ochocze serce I zaspokoi wasze potrzeby. Oczywiście pamiętam w modlitwie o was.

 

Światło 13/06/2011

Filed under: Uncategorized — Magda i Ela @ 8:10 pm

Kasina znów przepełniona jest uczniami i nauczycielami. Drugi semestr czas zacząć. Wszyscy wypoczęci maja siłę by dalej uczyć się i zdobywać wiedzę. Dzieci dzielnie uczą się angielskiego. Miesiąc wakacji już za nami. Ogród i podwórko już wyczyszczone. Każdy  wokół uśmiechnięty śpiewa hymn King David Primary and Nursary School.
Na obecną chwilę, to czego nam najbardziej brakuje to światło. To jedna z ważniejszych potrzeb, którą przedstawiam mojemu Bogu. Wiem, że dla niego nie ma rzeczy niemożliwych i jedynie on jest wstanie to zmienić. Dzieci nie mogą wieczorem odrabiać lekcji, czytać książek czy też Biblii. Jeśli chodzi o posiłek, wiele z nich je kolacje w ciemnościach.
Czy kiedykolwiek próbowałeś jeść coś czego nie widzisz? Nie przyjemne doświadczenie. Używają szklanych lamp z parafiną jak za czasu Renesansu. Oczywiście jak to dzieci, albo lampy są potłuczone albo brakuje parafiny. Wiem, że ich wyniki w szkole na pewno byłby lepsze gdyby Solar  System pojawił się w domu. Jeśli chodzi o szczury znaczna ilość została zlokalizowana, co można zaobserwować na jednym zdjęciu w galerii. Znaczna część zjadła europejską trutkę i  pozostały najcięższe przypadki z którymi musimy dać sobie radę.
Chciałabym z całego serca podziękować mojemu Bogu, gdyż wiem, że wysłuchuje moich modlitw. Bez wstydu chce napisać właśnie tutaj że On jest dobry i zna moje złamane serce. Ostatnim czasem czułam się przegrana, samotna, niepotrzebna, tak jakby całe moje serce ogarnęła ciemność.  Zupełna ciemność. Ale Pan słyszał mój płacz, zebrał łzy w bukłak swój i pocieszył mnie. Postawił na mojej drodze osobę, która miała słowa zachęty, pocieszenia. Jestem pewna, że Duch Święty przemówił przez tego człowieka. I wiecie co, Bóg zawsze taki jest odkąd go znam. Kiedy już nie mam siły, serce pęka z rozpaczy, wszystko wydaje się bez sensu. Przychodzi jak ożywcze tchnienie ze swoim słowem i nagle wszystko się zmienia. Dodaje skrzydeł, nadaje sensu, sprawia że życie znów nabiera koloru. Przemienia żal w radość i nasyca przyszłość nadzieją.
Gdy byłam mała zawsze przed snem prosiłam aby zostawić zaświeconą lampkę. Nawet mój mały brat nie lubi zasypiać w ciemnościach. Tak już jesteśmy stworzeni. Ciepłe światło lampki jakby mówiło tutaj jesteś w domu. Ktoś cię kocha i czeka na ciebie. Tutaj jesteś bezpieczny. Pewnego wieczoru moja lampka się spaliła. Dobrze pamiętam swoje uczucia. Bałam się otworzyć oczy, przykryłam się kocem i modliłam Boże pozwól mi zasnąć. Pan Jezus jest prawdziwym światłem, lecz jako ci którzy wstępują w jego ślady mamy przywilej aby odbijać, przekazywać dalej jego światło. Nasze życie w wierności i posłuszeństwie wobec Boga jest podobne do promienia miłości i prawdy Bożej. Takie, jak promienie ciepłego Bożego światła, które świeci w chłodną ciemność tego świata, powinno być świadectwem przed niewierzącymi ludźmi. Jesteśmy jak lampy, które mają przyciągać niewierzących Bogu ludzi do Pana Jezusa i przyjaźnie zapewnić, że ktoś ich kocha. Te tłumy czekają na ewangelię, na nadzieję, na jakąś zmianę, na Jezusa. Czy chcesz zanieść im światło żywego Jezusa?

 

HOMESICK 21/05/2011

Filed under: Uncategorized — Magda i Ela @ 12:49 pm

Kolejny dzien mija na ugandyjskiej ziemi. Czasem wydaje mi sie, ze czas zatrzymal sie tutaj, a zegarek przestal dzialac, stracil swoja wartosc. Wszystkie moje plany i pragnienia umknely gdzies daleko pozostawiajac po sobie smutek, zal, tesknote. Serce przepelnione nadzieja na lepsze jutro oraz miloscia i  przywiazaniem do miejsca, w ktorym sie znajduje.
Siedze wlasnie sobie na lawce, przed soba widze piekny zielony  widok buszu, niczym obca, nieznana tajemnicza ziemia, ktora za wszelka cene chce  poznac. W glowie mam pelno mysli zwiazanych z przyszloscia,ze powoli zapominam zyc terazniejszoscia. Tesknota za domem staje sie moim codziennym chlebem, czasem nawet przyzwyczajam sie do tej mysli ze jestem na drugim koncu swiata. Dopiero kiedy jestem tak daleko  moge zdac sobie sprawe jak bardzo mi brakuje mojego pieknego piaskowego domu, wielkiego kolorowego ogrodu. Tesknie za  usmiechnietymi buziami bliskich. Za moim lozkiem, prysznicem i pysznym pachnacym obiadem przygotowanym przez mame, cieplymi buleczkami oraz chlebem i kurczakiem. Tesknie za polskim uwielbieniem w moim kosciele. Za moim pastorem.  Za moimi bliskimi przyjaciolmi I widzialnymi aniolami. Zwykla codzienna rozmowa z rodzina, uscisk dloni, szczery usmiech, wszystko czego brakuje mi, teraz na ta chwile. Gdybym mogla zmienic na moment srodowisko, zobaczyc znane twarze, porozmawiac. Gdybym mogla poleciec jak orzel czy tez wielki samolot Airlines   na kilka dni do Polski I szybko wrocic. Gdybym miala tylko jedna taka szanse, zrobilabym to wlasnie teraz.
Rzeczywistosc jednak jest inna. Musze poswiecic swoje pragnienia, zapomniec o tym co mam w domu, musze byc silna bo wiem ze tego wlasnie oczekuje odemnie moj Stworca. To czego potrzebuje to unizyc siebie aby Bog mogl mnie uzyc, w sposob ktory sobie nawet nie wyobrazilam, aby on byl wywyzszony. Kiedy pisze wlasnie moje przemyslenia  siedzi kolo mnie  na lawce 12 letnia dziewczynka, Angela, ktora pokochalam od samego poczatku. Jej piekna czarna buzia, przybiera zlosliwy uparty wyraz twarzy gdy sie usmiechnie. Jej oczy sa pelne radosci i sily. Ubrana jest w czerwona podarta sukienke w kratke,  w ktorej wyglada niesamowicie oraz schodzone, piankowe klapki.Bardzo lubi sie do mnie przytulac, czasem musze uciekac od niej aby dala mi chwile wytchnienia. Jej zachowanie pokazuje mi jak bardzo dojrzala jest i jak wiele przeszla w swoim krotkim zyciu.
Jak wiele zrozumienia, akceptacji milosci potrzebuje to dziecko. Bardzo czesto widze ja trzymajac na rekach jeszcze mniejszy skarb zwany Tymo. Dwunastoletnie dziecko, ktore powinno biegac, bawic sie, zajmuje sie 7 miesiecznym chlopczykiem gdyz jego mama zajeta jest codzienna praca szyjac ubrania. Gdybym tylko mogla zajrzec do  wnetrza tej malej dziewczynki, zajrzec do jej umyslu. Gdybym mogla uslyszec jej mysli. Pewnie przerazilabym sie, jak dojrzale i dorosle sa jej motywacje. Angela siedzi tuz obok mnie, tak odmienna, inna, patrzy w dal i tak samo jak ja teskni za domem, odpocznieniem, za miejsem gdzie moze zjesc cieply posilek, polozyc sie w wygodnym lozku, przykryc pachnaca koldra i zaczekac na kogos bliskiego kto powie dobranoc, kocham cie calym sercem.
A tymczasem Angela siedzi wygodnie na twardej lawce, zamyslona, zmeczona placzem dziecka, odpoczywajac kiedy Tymo  smacznie sobie  spi. Niczym prawdziwa mama po calym dniu spedzonym ze swoim synem. Taki widok tutaj w Ugandzie jest codziennoscia.  Angela i Tymo sa  wychownkami Mama  Maryna House. Jest godzina 18. Cleya I Jessica , dwie dziewczynki ubarane w zielone szkolne uniformy wracaja wymeczone ze szkoly do domu. Od wczesnego rana uczyly sie w szkole matematyki, j.angielskiego, fizyki….a teraz maja jeszcze dluga droge powrotna.
Te osoby wiedza co to znaczy pracowac ciezko, by zmienic swoja rzeczywistosc. Wiedza co to znaczy  stracic bliskich, wiedza co to znaczy nie miec ubran, butow, dlugopisu, zeszytu Ale teraz sa radosne daddy Keneth zatroszczyl sie o sponsora z Polski, Ktory zaplaci cene za uniform, oplaci szkole I przesle paczke z ubraniami.
O ile wiecej zaopatrzy nas Ojciec w niebie, ktory troszczy sie o tych ktorzy go kochaja. Ojciec ktory daje sile na kazdy dzien, daje radosc, pokoj, pozwala oddychac, daje zdrowie, zycie bysmy mogli sie nim cieszyc, nadzieje na lepsze jutro, wiare w spelnienie pragnien, daje jedzenie, ubrania, jest czyms wiecej niz zaopatrzeniem, jest zrodlem szczescia i milosci,  Jest moja woda gdy jestem spragniona, pocieszeniem gdy jestem smutna, Jest daleko czyms wiecej niz moge sobie wyobrazic. Jest spelnieniem najskrytszych i najdziwniejszych marzen. Czyms wiecej,niz mi wystarcza. To jest wlasnie ta chwila gdy brakuje mi slow by wypowiedziec kim dla mnie jest moj Bog. Slowa  nie sa wstanie opisac prawdy.

“He is more than enough for me… More than all I want, more than all I  need, more than I know, more than I can see.”

 

Mój Bóg jest Bogiem Cudów 10/05/2011

Filed under: Uncategorized — Magda i Ela @ 2:01 pm

Jeśli chodzi o kwestie cudów w życiu chrześcijanina, każdy indywidualnie mógłby złożyć świadectwo. Cudem jest to że oddycham, a moje serce wciąż pompuje krew.
Cudem jest to że jestem zbawiona i mogę zawsze zaufać mojemu Bogu.
On za darmo,bez pieniędzy oferuje ludziom wieczne zbawienie.
Wysoka cena za nie została zapłacona przez oczyszczającą krew zbawiciela JEZUSA CHRYSTUSA, krew przelaną na krzyżu Golgoty. Każdy, który się mu szczerze powierzy i z wiarą osobiście przyjmie zbawczą wartość  będzie prędzej czy później tam gdzie panuje  prawdziwa niezakłócona radość.
Cudem jest każdy dzień przepełniony radością i Bożą obecnością.
Cudem są moi przyjaciele i bliscy.
Cudem są ludzie,tak odmienni, różni, wyjątkowi.
Cudem jest to że znalazłam się w miejscu w którym jestem. Ta możliwość pozwoliła mi spojrzeć na świat innym oczami. Zobaczyć szeroko jak wielka jest jego miłość i jak potężnego Boga mam.
Kto może podać mi definicje słowa Cud? Kto jest wstanie określić co jest cudem, a co nie.
Czy cudem samym w sobie nie jest życie człowieka?
Pewnego wieczora wracałam z miasta, ok godz.18. Postanowiłam, że pojadę motorem gdyż zanosiło się na deszcz,a droga przede mną była długa. Boda boda to jeden z najważniejszych środków transportu, jeśli chcesz szybko się przemieścić w Ugandzie. Jak gdyby nigdy nic usiadłam na motor i wraz z turkotem silnika pomknęłam w dal.
Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że tuż za zakrętem czyha na mnie niebezpieczeństwo. Poprzez nie uwagę kierowcy, motor uderzył w rowerzystę. Na szczęście nikt nie poniósł większych obrażeń, ludzie troszkę się poturbowali, a przy tym jeszcze pokłócili. Nie wiem jak to się stało, ale nie spadłam z motora, uderzyłam się tylko w nogę. Ból trwał przez cały wieczór, ale już następnego dnia byłam w dobrej formie. Jestem przekonana  że to był cud. Pan mnie strzeże, posyła swoich aniołów bym nie upadła. Psalm 91,11 i 12.
Jestem okazem zdrowia. Cenię sobie to gdyż od pewnego czasu modle się o to codziennie.
Cudem jest to, że wczoraj gdy modliłam się o zdrowie dla Luki, chłopak dzisiaj biega, śmieje się i tańczy, kiedy jeszcze nie dawno z gorączką i bólem brzucha siedział smutny na schodach.
Cudem jest to że pewnej niedzieli, gdy modliliśmy się w kościele, mały czarny niebezpieczny wąż spadł z dachu w miejsce gdzie akurat ławki były wolne. Czy to przypadek Czy też ktoś  ponad naturalną moca chroni nasze życie.? Nie chce nawet myśleć co by się stało gdyby tam ktoś z nas siedział.
Gdybyście widzieli wrzask i pisk ludzi w kościele, kiedy zobaczyli węża. SNAKE SNAKE. Profesor chciał zadeptać swoimi wielkimi butami te okropne stworzenie, ale wąż był szybszy i sprytniejszy. Chłopak wyglądał komicznie. Jak tańczący z wężem. W końcu komuś innemu udało się opanować sytuacje. Śmieszne i prawdziwe.
Otwórz oczy i zobacz jaki cud podarował tobie Bóg.

Tym cudem jest Twoje życie.

 

Moje przemyślenia… 07/05/2011

Filed under: Uncategorized — Magda i Ela @ 6:01 am

Ktoś powiedział kiedyś: ”Jeśli chcesz by ludzie cię słuchali powiedz prawdę”. Właśnie nadszedł czas i ta pora bym napisała na tym blogu prawdę: o ludziach, prawdę o dzieciach, prawdę o życiu.

Jestem w Ugandzie od pięciu miesięcy. Wyjeżdżając z domu zostawiłam rodzinę, bliskich w nadziei że Bóg poprowadzi moje drogi w nieznane. Ze strachem w sercu  miałam pragnienia, marzenia, by wyjechać tam gdzie mój Stwórca chce mnie widzieć. Wiele ludzi może powiedzieć, że to tylko twoja decyzja, ale ja wiem głęboko w sercu i żyję z tym przekonaniem że to jeden z wielkich cudów, jakie uczynił dla mnie Bóg. Takie cuda po prostu sie poznaje wewnętrznie.

Już od dziecięcych lat Pan włożył w moje serce dzieci i kształtował mój charakter, cierpliwość (mam młodsze rodzeństwo) abym mogła przyjechać tu do Afryki i oddać im kawałek mojego serca. Wiem, że to jest cześć jego planu.

Krótko chciałam sie podzielić jak sie tutaj znalazłam:

Zawsze lubiłam czytać książki o misjonarzach  i tak sie zaczęło… Wpadła mi w ręce, całkiem nie przypadkowo książka Honoraty Ławrynowicz: „Aby do czegoś dojść trzeba wyruszyć w drogę”. Książka inspirująca jest niczym odświeżeniem dla ducha. Czytając ta książkę westchnęłam:  Boże, chce czegoś więcej od życia, a nie tylko dom, rodzina, dzieci. Wiem, że to jest ważne, ale poprowadź moje ścieżki tak by pełnić twoja wole i odkrywać twój plan . Nie wiem kiedy, nie wiem gdzie, nie wiem jak, ale ty wiesz. Nie minęło parę miesięcy, jak mailowo skontaktowałam sie z Honia i dołączyłam jako wolontariusz do niej na misje. Jednym z wyzwań przed wyjazdem  była  sytuacja finansowa. Oczywiście podroż na drugi kontynent świata wiąże sie z kosztami. Nie miałam ani grosza na wyjazd, czy też na 3 miesięczny pobyt w Afryce. Nie martwiąc sie powierzyłam to w Boże ręce i jestem juz tutaj 5 miesięcy. Od samego początku obserwowałam  życie mieszkańców tej ziemi. Jak człowiek zmaga sie z codziennością, z praca, jedzeniem, nie zapominając o duchowej rzeczywistości. Jak tutejsza ludność sie modli, wielbi Boga tańcem, śpiewem czyta Biblie. Używając mojego małego aparatu chciałam zatrzymać chwile, uchwycić każdy moment. Kiedy otworzyłam szeroko oczy zobaczyłam, że ci ludzie są tacy sami jak ja, ty, czy tez przeciętny europejczyk. Moj aparat służył do tego  by zobaczyć, ze wszystko czego potrzebują to zbawiciela, Jezusa Chrystusa i jego prowadzenia.

Zdanie, które towarzyszy mi  będąc tutaj to słowa piosenki Steven Curtis Chapman: Every Child in Africa is Yours… To czego najbardziej potrzebują miłości, akceptacji, zrozumienia. Kiedy poświecisz chwile uwagi dziecku zyskasz jego aprobatę, czasem nawet miłość. Jak ważne jest byśmy poświęcali czas swoim dzieciom. One czuja sie wtedy kochane, zauważone, dowartościowane.

Na początku, kiedy przyjechałam tu do Kasiny, do domu dziecka Mama Martyna House  miałam problemy by zapamiętać imiona  dzieci. Było ich co najmniej 40, były dla mnie obce, nieznane, czasem nawet nielubiane. Teraz po upływie paru miesięcy, kiedy spędziłam z nimi czas, kiedy z nimi grałam w piłkę, śpiewałam, tańczyłam jadłam, spalam, łagodnie miłość  wkradła sie do mojego serca… Teraz znam je po imieniu.

Wiem ze mała Ruth jak nic innego na świecie kocha chleb z masłem. Wiem ze Harriet przygotuje mi posiłek, Ana zaśpiewa swoim pięknym donośnym głosem w kościele, Luka zje czarnego robaka na moich oczach., Cleya swoim skrzeczącym głosem zawoła Lebalejo Abooki Walcome back. Rosmary pożyczy ode mnie lakier do paznokci i powie ze jestem jej najlepszym przyjacielem jeśli chodzi o białych. :p Sandra wysłucha historii o Polsce.  Alex poprosi o słodycze. Jessica przetłumaczy lekcje biblijna z rotoro na angielski.  Angela przyklei sie do mnie I wyszepcze I love u ciociu. Roset pójdzie ze mną do studni po wodę i wzbudzi we mnie kompleksy, ze nie potrafię tak jak ona unieść wielkiego karnistra na głowie. Esta obserwując skrycie uśmiechnie sie do mnie, a mały Tymo zapłacze bym go wzięła na ręce I jeszcze wiele bezcennych chwil, wspomnień, których nie sposób wymienić czy tez opisać. Wiele chwil dla których warto żyć. Warto przemierzyć cały świat by odkryć ze życie z Bogiem ma sens. Oddając czas ludziom a co najważniejsze Bogu zyskujesz Jego przyjaźń.

Jeśli chodzi o duchowa stronę życia w Ugandzie zaobserwowałam, ze ludzie są bardziej otwarci i wrażliwi na Boga. Nie wiem czemu, ale będąc tutaj zaczęłam jeszcze więcej i gorliwiej  sie modlić. Nie wiem czy to dlatego że jestem daleko od domu czy po prostu jestem  w innej rzeczywistości duchowej. Nie mam nic przeciwko, odkryłam że przebywając z Nim mogę tak po prostu cieszyć sie że jest moim przyjacielem.

Oczywiście na początku, kiedy  zobaczyłam jak dzieci z Kasiny sie modlą, zadałam sobie pytanie jaki z ciebie chrześcijanin, że nie potrafisz spędzać czas z Bogiem jak one. Dzieciaczki są dla mnie przykładem i nauczyły mnie jak wołać z determinacja, jak śpiewać z radością, jak tańczyć  przed Bożym tronem. Jak cieszyć sie ze jesteś moim Bogiem… Teraz dopiero rozumiem ten werset z ust niemowląt przygotuje sobie chwale.

Obserwując życie moich dzieci trzeba mieć oczy szeroko otwarte. Otwarte na ich smutki, zmagania, potrzeby. Jest tutaj wiele rzeczy, które sie mi nie podobają. Nie będę ukrywać czy tez przechodzić obojętnie. Dlatego pisze mojego bloga, abyście wiedzieli… Wiele razy czułam sie bezsilna, widząc w jakich warunkach przyszło im żyć. Zastanawiałam sie jak to niesprawiedliwe, ze tutaj dzieci w nocy nie maja światła. Śpią w obskurnych pokojach ze szczurami. Maja jedna parę butów, czasem nawet w ogóle, trochę ubrań i jedzą jeden mało – pożywny posiłek dziennie. Często usilnie modlą sie o sponsora jeśli chodzi o edukacje. (Szkoła w Ugandzie jest odpłatna).Takie dzieci z pewnością wiedza co to życie. Trochę później chciałabym przedstawić historie moich  wychowanków. Tak juz człowiek jest stworzony ze musi mu czegoś zabraknąć, by docenić to co ma, czy tez miał.

Nie chce mówić, że te dzieci są lepsze, ale to co wiem potrafią docenić i szanować rzeczy, które im podarujesz. Może nie maja zbyt dużo rzeczy materialnych, za to nadrabiają dojrzałością duchowa. Wiele razy czułam ze nie mogę nic zrobić. Nie mam pieniędzy by im wszystkim pomoc. Ale Pan Bóg musiał mi pokazać, ze o to nie ja sie o nich troszczę się, przecież jestem tylko człowiekiem, ale On. Ja mogę tylko napisać parę slow na blogu. Podzielić sie paroma myślami. Ale to on zaopatruje. ON JEST OJCEM SIEROT, OPIEKUNEM WDÓW JEST DOBRY BÓG, DOM SWÓJ DAJE WSZYSTKIM OPUSZCZONYM. ZSYŁA DESZCZ OBFITY NA TO, CO SPRAGNIONE I WYCZERPANE JEST. DOBRY JEST DLA BIEDNYCH, W LASCE SWEJ NASZ BOG DO NAS UNIZYL SIĘ.

 

Szczury atakuja:( 29/04/2011

Filed under: Uncategorized — Magda i Ela @ 1:20 pm

Z przykroscia musze oznajmic ze ok 20 szczurow postanowilo osiedlic sie w Mama Martyna House. Noce staja sie dlugie i trudne, w szczegolnosci gdy te obrzydliwe stworzenia halasuja i gryza nie ktore dzieci. Postanowilismy uzyc europejskiej trutki, lapki na myszy i kota. Wczoraj nasze psy zagryzly dwa wielkie szczury.
Mysle jednak ze najpotezniejsza bron w tej sytuacji to modlitwa.
A wszystko z powodu pogody. Deszczowej, smetnej.

 

Czas na Easter:P 29/04/2011

Filed under: Uncategorized — Magda i Ela @ 1:06 pm

Swieta i po swietach. Czas mija bardzo szybko. Za nie dlugo koniec kwietnia. swiateczne dni w Kasinie minely bardzo radosnie, z powodu tego ze mozna odpoczac od szkoly.Pierwszy semestr zakonczony. Kto ciezko pracowal,ten zostal nagrodzony wysokimi stopniami oraz wyroznieniem. Czas wakacji dzieci poswiecaja na obowiazkach domowych, pracy w ogrodzie, grze w pilke i zabawach na zewnatrz.

 

Sobota 26/02/2011

Filed under: Uncategorized — Magda i Ela @ 9:13 am

Co u nas nowego słychać?! Bardzo tęsknimy za ekipą z Polski. Wokół pełno było białych twarzy, a teraz tylko My Dwie. Zapasy mydła i szamponu się nam kończą ale się nie przejmujemy, będziemy zmuszone używać ugandyjskich mydło-podobnych wyrobów.
Dzisiaj wybieramy się na warsztaty nauczycielskie w Kaihurze, organizowane przez Mame Honie i Pape Peter’a. Wyruszamy o 15.00 razem z gronem pedagogicznym by czegoś nowego się tam nauczyć. W planie wieczorem mamy spotkanie modlitewne oraz kolacje. Bedziemy bardzo szczęśliwe z faktu, że przypomnimy sobie polskie smaki, ktore bedą przygotowane specjalnie na naszą wizytę (kopytka!!!!).
Nasze dzieci jak co sobotę piorą wielkie góry ubrań. Są zadowolone bo mogą też nam w czymś pomóc.
Pozdrawiamy wszystkie białe i zmarznięte twarze z Polski :)

 

U nas znowu troche zmian…. 15/02/2011

Filed under: Uncategorized — Magda i Ela @ 8:22 am

…głównie związanych z kolejną przeprowadzką :P Na początku lutego Honia i Piotr przenieśli się do Kaihury. W domu zrobiło się pusto i dziwnie, zwłaszcza, ze do niedawna mieszkaliśmy w 12 osób. Z polską ekipą wolotariuszy było niezwykle wesoło, sympatycznie i intensywnie :)
Podjęłyśmy decyzję o przeprowadzeniu się do dawnego pokoju Honi i Piotrka. Cieszyłyśmy się tym bardzo ponieważ pokój jest dość duży, ma wielkie łóżko oraz… łazienkę (tzn. specjalne miejsce na miskę z wodą). Jednak rano nasza radość znacznie przygasła :( Po godz 7-ej obudził nas bardzo ale to bardzo donośny głos… Profesora, który ma klasę dokładnie obok naszego pokoju (pisałysmy o szkole). Dodatkowo w ścianie mamy takie okienko, które jest wciaż uchylone, i wszystko słychać :/ Trudno opisać intonację i sposób mówienia tego nauczyciela ale naprawdę jest bardzo specyficzny :P Powtarza jedno zdanie po kilka razy i wymaga tego samego od dzieci, które równie głośno i radośnie powtarzają za nim…………………
Jednak pomimo rannych utrudnień cieszymy się bardzo z działania szkoły i przedszkola. Ela zaangażowana jest w nauczanie dzieci w przedszkolu. Magda gdy skończy pracę w biurze również dołączy do edukowania “naszych” dzieci.
Weekendy mamy wolne, w ostanią sobotę wybrałyśmy się… “na miasto”, a w niedzielę popołudniu zrobiłyśmy sobie wypad do Kaihury, chciałyśmy odwiedzić Honię i Piotrka w ich nowym lokum :P

 

Jigger zaatakował… 02/02/2011

Filed under: Uncategorized — Magda i Ela @ 2:45 pm

…stopę Eli :/ ale pomyślnie udało się go usunąć :) było to dość trudne w warunkach domowych więc Ela zdecydowała się na pojechanie do kliniki w Kaihurze. Jednak tutejsi mieszkańcy byli tym zaskoczeni bo przecież jigger to nic poważnego ;P “Zabieg” nie trwał długo i nic nie bolało!!
Chciałybyśmy bardzo opisać pobyt i wspólne zajęcia z naszymi gośćmi (ktorzy dzis wlasnie odjechali :( ). Może uda nam się to wkrótce wszystko zrelacjonować choć internet mamy tylko do… dzisiaj :/ Ale bedziemy się starać, najwyżej pojdziemy do kafejki (3 tys za godzine, hehe). Mieliśmy również gości z Niemiec (2 osoby) oraz z Kampali (5 osób). Tak więc pierwszy raz w historii Kyenjojo było tyle muzungu w jednym czasie :D
Nasze nowe osiągnięcia to:
- tłumaczenie spotkań biznesowych :P praca Eli…. tłumaczyła szkolenie dla wdów z zakresu wiedzy o biznesie…..
- tłumaczenie kazań w kościele. (Magda, ykkhhmmm…. :P )
- opanowanie jazdy samochodem (do miasta!!!) z kierownica po drugiej stronie, innym kierunkiem jazdy, tzn po innej stronie, hehe, bo kierunek to ten sam, do przodu :P i z automatyczna skrzynią biegów (Magda)

 

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.